W Tokaju nie byłem ze dwa lata. Tak
jakoś wyszło. A widomym jest, że żaden region winiarski nie stoi w miejscu,
niemniej tylu zmian nad Cisą i Bodrogiem się nie spodziewałem. Zaś
najważniejszą z nich jest pojawienie się tam… win musujących robionych sposobem
szampańskim w ramach apelacji tokaj, oraz takichże wytwarzanych metodą zbiornikową,
ale tym razem jako wina regionalne zempléni pezsgő. W dodatku niektóre musujące
tokaje będą niedługo… i z bąbelkami, i… czerwone. A to nie wszystkie zmiany,
które się szykują lub są już wprowadzane. Trzeba mi zatem do Tokaju!
Tymczasem w połowie maja w nowym lokalu
winnym Pawła Woźniaka (na poły sklepie, na poły winnym barze) – Lipowa 6F w
Krakowie spotkała się grupa najzagorzalszych galicyjskich tokajo-maniaków. Powód
był prosty – przyjazd Marty Wille-Baumkauff, jednej z najbardziej niepokornych
osób wśród miejscowej winiarskiej społeczności, zawsze chodzącej własnymi
drogami (dokładniej bio-drogami), ale szanującej wszelkie miejscowe tradycje, i
bez końca zasięgającej rady u członków stowarzyszenia „Mádi Kör”, a zwłaszcza
Istvána Szepsy’ego, który jest u niej częstym gościem.
![]() |
"...grupa najzagorzalszych galicyjskich tokajo-maniaków." |
![]() |
Marta Wille-Baumkauff i Gabriel Kurczewski |
Kiedy spacerują sobie z Istvánem
po swoich winnicach, zawsze wracają z kieszeniami pełnymi kamieni. Kochają
ziemię, to ich konik – i zdaniem Marty – klucz do zrozumienia stylu jej win. Nie
ma mowy, by wpuściła kogoś do winiarni, bez wcześniejszych odwiedzin winnicy. A
w dodatku sama sprzedaż wina jej nie interesuje, a to już chyba dostateczny powód
w malutkim Abaújszántó zostać „wiedźmą” .
Winnica jest spuścizną po Polaku,
Flórianie Bilickim – Marta kupiła ją 1991 roku, kiedy poprzedni właściciel już dawno
nie żył, a przed wojną był jednym z większych producentów w regionie. Po wojnie
komuniści zabrali mu winnice i winiarnię oraz wyrzucili z domu. Dokonał żywota
w wynajętym pokoiku obok winiarni, patrząc, jak niszczeje dorobek jego życia. Smutny
koniec…
Spotkanie z Martą prowadził (i
tłumaczył) Gabriel Kurczewski, autor strony bliskotokaju.pl, dzięki której został dwukrotnie (w roku 2012 i 2013) jednym z laureatów naszego konkursu „Winiarski Blog Roku magazynu Czas Wina”. Po oficjalnej degustacji
był czas na miłe rozmowy i wspomnienia z naszej wizyty u niej – bo byliśmy
chyba pierwsi z branży z Polski, którzy kilka lat temu ją odwiedzili w Abaújszántó,
z Pawłem Gąsiorkiem i śp. Szymonem Kamińskim. Marta przywiozła też do Krakowa –
jak wspomniałem pierwsze pierwsze pezsgő
z hárslevelű. Ale bomba wybuchła nieco później, Kiedy winiarka poinformowała,
że planuje wyrób tokaju czerwonego! I to musującego!
Jakiś czas temu kupiła w szkółce kilkaset
białych sadzonek pod tokaj. Kiedy owoce dojrzały, okazało się, że są… czerwone.
Marta uznała, że coś z nią nie tak, zawołała więc sąsiadkę i spytała, jaki
kolor widzi. Okazało się, że ta też widzi czerwień. István Szepsy rozstrzygnął
– to pinot noir, więc aż się prosi, by poeksperymentować z „musiakami”. A do
eksperymentów nie trzeba jej namawiać.
Willem Dafoe, jeden z moich idoli
kina amerykańskiego powiedział w jednym z ostatnich wywiadów, że: „Czasem
dobrze, jeśli wegetarianin zje krwistego steka”. On zjadł w 2008 i przestał być
wegetarianinem… Oby Marcie starczyło konsekwencji!
Wojciech Gogoliński
zdjęcia: Michał Zięba – Studio Proste
zdjęcia: Michał Zięba – Studio Proste
![]() |
Autor bloga |
PS
Spotkanie w formie video można obejrzeć na:
http://bliskotokaju.pl/2014/05/marta-wille-baumkauff-w-krakowie/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz